poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Część I



-Parker? Parker! Obudź się! Nie śpij w pracy!
-Co do jasnej…- wymamrotał mężczyzna, po czym podniósł głowę
- Generał Burrows zaraz tu będzie. Chce zobaczyć twój projekt- powiedział oschle jeden z młodszych inżynierów na stażu- Chyba nie chcesz by zobaczył cię ZNÓW śpiącego w najlepsze podczas gdy „pracujesz” nad czymkolwiek dla niego.
William Parker powoli wstał od biurka. Zmierzył wzrokiem wszystkich pracowników na sali. Przeszedł obok stażysty patrząc na niego wrogo.
-Trzymaj język za zębami, Rick.- Warknął wciąż nieco zaspany doktor Parker i udał się do wyjścia.
Po przebyciu długiego korytarza wsiadł do pustej windy. Wcisnął przycisk z numerem -3 po czym ospale przetarł twarz dłońmi i pogrążył się w głębokiej zadumie. Z zamyślenia wyrwał go dopiero charakterystyczny dźwięk towarzyszący zatrzymaniu się kabiny na danym piętrze. Chwilę później drzwi rozsunęły się bezdźwięcznie, a naukowiec wysiadł do jasno oświetlonego pomieszczenia. Jego oczy przywitał widok całkowicie zdemolowanego korytarza. Na ścianach widoczna była miejscami sadza i odpadająca farba. Po podłodze pokrytej wytartą granatową wykładziną porozrzucane były różne metalowe części niewiadomego pochodzenia. W powietrzu unosił się zmieszany zapach chemii, oleju silnikowego i etyliny. Podziemie – miejsce gdzie przeprowadzane były wszystkie testy i badania. Doktor Parker rozejrzawszy się uprzednio po korytarzu, podszedł do ściany, która wydawała się być najbardziej zdewastowana. Znajdował się tam stary, ledwo działający czytnik. Doktor Parker przyłożył do niego plastikową przepustkę umożliwiającą wstęp do większości pomieszczeń w ośrodku. Drzwi uchyliły się, ukazując sterylną śluzę powietrzną. Mężczyzna wszedł do niej w pośpiechu. Drzwi za nim zamknęły się cicho. Po krótkiej chwili rozległ się cichy syk towarzyszący uwalnianiu środka antybakteryjnego. Następnie William niechętnie wszedł do miejsca, którego szczerze nienawidził. Było to duże, sterylne, pomieszczenie o białych ścianach. Mocne oświetlenie spowodowało, że naukowiec musiał zmrużyć oczy. Po laboratorium kręciło się wiele naukowców w jasnoniebieskich kombinezonach. Zajmowali się oni badaniami na żywych istotach. Mniej liczna grupa pracowników była ubrana w zwykłe lekarskie kitle. Przed doktorem Parkerem przeszedł właśnie mężczyzna trzymający klatkę, w której przebywał szary, dwugłowy szczur, o czerwonych oczach. Gryzoń był przerażony. Siedział zwinięty w kłębek w kącie osobistej „celi” i patrzył przerażony swoimi dwoma parami oczu na mijających go ludzi. Doktor spojrzał na niego litościwie.
-Co z nim zrobicie?- Spytał niepewnie William zatrzymując laboranta.
-Nie jest nam potrzebny. Musimy się go pozbyć.- Powiedział obojętnie naukowiec w kombinezonie potrząsając klatką.
-Pozbyć się… w sensie?- Upewnił się, choć dobrze wiedział jak będzie brzmieć odpowiedź
-Nie będę definiować dla ciebie znaczenia tego słowa. Chyba pan wiesz, że chore osobniki należy uśpić. - Warknął groźnie laborant - Wracaj lepiej do swojej pracy. Nie powinieneś zadawać tylu pytań. Pamiętaj o procedurach.
Doktor Parker oniemiały przyglądał się jeszcze chwilę nieszczęsnemu dwugłowemu szczurowi, którego zaraz miała czekać rychła śmierć. Szybko otrząsnął się po tym nieprzyjemnym wydarzeniu i ruszył w pośpiechu w głąb pomieszczenia. Rozejrzał się. Gdy tylko odnalazł wzrokiem swój cel, westchnął cicho. Podszedł do jasnowłosego, wysokiego mężczyzny w poplamionym, bladozielonym kitlu, toczącego rozmowę z grupą współpracowników. Gdy tylko się do niego zbliżył, poczuł mocny, wręcz duszący zapach denaturatu, pomieszany z wonią papierosów.
//INFO (Choć nikt tego nie czyta...)\\
Zaczynam od nowa.