-Parker? Parker! Obudź się! Nie śpij w pracy!
-Co do jasnej…- wymamrotał mężczyzna, po czym podniósł głowę
- Generał Burrows zaraz tu będzie. Chce zobaczyć twój
projekt- powiedział oschle jeden z młodszych inżynierów na stażu- Chyba nie
chcesz by zobaczył cię ZNÓW śpiącego w najlepsze podczas gdy „pracujesz” nad
czymkolwiek dla niego.
William Parker powoli wstał od biurka. Zmierzył wzrokiem wszystkich
pracowników na sali. Przeszedł obok stażysty patrząc na niego wrogo.
-Trzymaj język za zębami, Rick.- Warknął wciąż nieco zaspany
doktor Parker i udał się do wyjścia.
Po przebyciu długiego korytarza wsiadł do pustej windy.
Wcisnął przycisk z numerem -3 po czym ospale przetarł twarz dłońmi i pogrążył
się w głębokiej zadumie. Z zamyślenia wyrwał go dopiero charakterystyczny
dźwięk towarzyszący zatrzymaniu się kabiny na danym piętrze. Chwilę później drzwi
rozsunęły się bezdźwięcznie, a naukowiec wysiadł do jasno oświetlonego
pomieszczenia. Jego oczy przywitał widok całkowicie zdemolowanego korytarza. Na
ścianach widoczna była miejscami sadza i odpadająca farba. Po podłodze pokrytej
wytartą granatową wykładziną porozrzucane były różne metalowe części
niewiadomego pochodzenia. W powietrzu unosił się zmieszany zapach chemii, oleju
silnikowego i etyliny. Podziemie – miejsce gdzie przeprowadzane były wszystkie
testy i badania. Doktor Parker rozejrzawszy się uprzednio po korytarzu,
podszedł do ściany, która wydawała się być najbardziej zdewastowana. Znajdował
się tam stary, ledwo działający czytnik. Doktor Parker przyłożył do niego plastikową
przepustkę umożliwiającą wstęp do większości pomieszczeń w ośrodku. Drzwi uchyliły
się, ukazując sterylną śluzę powietrzną. Mężczyzna wszedł do niej w pośpiechu.
Drzwi za nim zamknęły się cicho. Po krótkiej chwili rozległ się cichy syk towarzyszący
uwalnianiu środka antybakteryjnego. Następnie William niechętnie wszedł do miejsca,
którego szczerze nienawidził. Było to duże, sterylne, pomieszczenie o białych
ścianach. Mocne oświetlenie spowodowało, że naukowiec musiał zmrużyć oczy. Po
laboratorium kręciło się wiele naukowców w jasnoniebieskich kombinezonach.
Zajmowali się oni badaniami na żywych istotach. Mniej liczna grupa pracowników
była ubrana w zwykłe lekarskie kitle. Przed doktorem Parkerem przeszedł właśnie
mężczyzna trzymający klatkę, w której przebywał szary, dwugłowy szczur, o
czerwonych oczach. Gryzoń był przerażony. Siedział zwinięty w kłębek w kącie
osobistej „celi” i patrzył przerażony swoimi dwoma parami oczu na mijających go
ludzi. Doktor spojrzał na niego litościwie.
-Co z nim zrobicie?- Spytał niepewnie William zatrzymując
laboranta.
-Nie jest nam potrzebny. Musimy się go pozbyć.- Powiedział
obojętnie naukowiec w kombinezonie potrząsając klatką.
-Pozbyć się… w sensie?- Upewnił się, choć dobrze wiedział
jak będzie brzmieć odpowiedź
-Nie będę definiować dla ciebie znaczenia tego słowa. Chyba
pan wiesz, że chore osobniki należy uśpić. - Warknął groźnie laborant - Wracaj
lepiej do swojej pracy. Nie powinieneś zadawać tylu pytań. Pamiętaj o
procedurach.
Doktor Parker
oniemiały przyglądał się jeszcze chwilę nieszczęsnemu dwugłowemu szczurowi,
którego zaraz miała czekać rychła śmierć. Szybko otrząsnął się po tym
nieprzyjemnym wydarzeniu i ruszył w pośpiechu w głąb pomieszczenia. Rozejrzał się.
Gdy tylko odnalazł wzrokiem swój cel, westchnął cicho. Podszedł do
jasnowłosego, wysokiego mężczyzny w poplamionym, bladozielonym kitlu, toczącego
rozmowę z grupą współpracowników. Gdy tylko się do niego zbliżył, poczuł mocny,
wręcz duszący zapach denaturatu, pomieszany z wonią papierosów.